TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Key West, Floryda, USA/2012



Tego dnia utknąłem w dziurze na wybrzeżu Atlantyku. Nie miałem już siły dalej jechać. Motel w opcji tych złych, z okropną panią szefową, z trzema wielkimi pick-upami parkującymi przed budynkiem. Na basenie siedział wąsaty red-neck i pił taniego browara z puszki, źle patrząc na moją osobę wynoszącą bagaż z auta do pokoju. Motel był tuż nad oceanem, ale miejsce było dziwne i nawet nie do końca fajne do zdjęć. Wyspałem się i miałem moc na kolejny dzień jazdy - kilkaset kilometrów na południe.


Im bliżej metropolii Miami, pusta autostrada z godziny na godzinę nabijała się samochodami. Jadąc bez nawigacji, klasycznie zagubiłem się klucząc i próbując wrócić na autostradę. Nie miałem ochoty na wielkie miasto. W końcu droga wypluła mnie z betonowych aort i żył - jechałem wąską drogą, z betonowym murem po obu stronach. Wokoło bagna, rozlewiska, ani kawałka miejsca aby się zatrzymać i podziwiać. Zresztą uważam, że droga którą jechałem przez Everglades tydzień wcześniej obfitowała w znacznie ciekawsze miejscówki aby zboczyć z trasy czy też zrobić zdjęcia.


Wjeżdżam do Key Largo. Tu zaczyna się inna Ameryka. Tropikalna, wąska, połączona mostami, oblana lazurową wodą - otwieram dach camaro i cieszę się słońcem pokonując ostatnie 100 kilometrów aby o zachodzie słońca osiągnąć cel w postaci miasteczka o znamienitej nazwie Marathon.


Na drugi dzień o wschodzie słońca pobudka i jazda na Key West.  


Nie wiedziałem czego mam się spodziewać, więc jak dotarłem 


na miejsce to zacząłem strasznie żałować, że wybrałem tę dziurę Marathon jako noclegownie na ostatnie 3 noce w USA. Błąd. Key West jest niesamowite - drewniane domki, porośnięte krzakami, przyjemne knajpki, dziwne miejsca aby zatrzymać się posiedzieć i zrobić parę zdjęć. Jestem w najdalej położonym miejscu w USA.


To tu Ernest Hemingway miał swój dom, który z przyjemnością odwiedzam - choć nie lubię typowych atrakcji turystycznych. Robię sporo kilometrów po wyspie, jest coraz cieplej, temperatura oscyluje w granicach 35 stopni. Po 7 godzinach człapania w japonkach mam dość - do auta i do hotelu spać. Na drugi dzień powtarzam wycieczkę z tą różnicą, że staram się w drodze powrotnej zbaczać trochę z kursu, zwiedzając inne wyspy i fotografując słynne urwane mosty.


 


bartpogoda.net






Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy artykułów

21 czerwca 2021
Imieniny obchodzą:
Alicja, Alojzy, Marta, Rudolf

Dzisiejsze wydarzenia

Brak informacji

Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej