TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Agnieszka Holland



Pochodzi z Warszawy, ale mieszka we Francji i USA. Ukończyła praską szkołę filmową (FAMU) - jej wykładowcami byli wybitni reżyserzy: M. Forman i I. Passer. Pracę zaczynała u boku Zanussiego i Wajdy. Za debiut filmowy - obraz Aktorzy prowincjonalni - otrzymała nagrodę Fipresci na festiwalu w Cannes. Była trzykrotnie nominowana do Oscara za: Gorzkie żniwa (1985), Europa, Europa (1991) i W ciemności (2012). Jesienią 2014 roku Agnieszka Holland pojawiła się na Ziemi Kłodzkiej - reżyserka poszukiwała tu miejsc i plenerów, które posłużyłyby jako tło do filmu Pokot. Obraz jest adaptacją bestsellerowej powieści Olgi Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych i powstaje w koprodukcji polsko-czesko-szwedzko-niemieckiej. Prace na planie trwały przez dwa lata i zostały podzielone na trzy etapy – letni, jesienny i zimowy. W filmie wystąpiło wielu znanych aktorów, m.in.: Wiktor Zborowski, Jakub Gierszł, Borys Szyc, Andrzej Grabowski, Tomasz Kot i Katarzyna Herman. Główną bohaterkę, Janinę Duszejko zagrała Agnieszka Mandat, znana widzom z popularnego serialu TVP - Dom nad rozlewiskiem. Oprócz Agnieszki Holland, o swoich wrażeniach z planu zdjęciowego opowiedział nam również Wiktor Zborowski, który w Pokocie wcielił się w Matogę (Świętopełka Świerszczyńskiego).


Z Agnieszką Holland i Wiktorem Zborowskim rozmawia Ewa Chalecka.
R. Palka. Studio Filmowe Tor 


Jak współpracuje się z Olgą Tokarczuk?
AH: Bardzo dobrze. Jest szczera, otwarta, bez nadętego ego. Na początku adaptacja jej powieści wydawała mi się łatwa. Jednak kiedy powstała pierwsza wersja scenariusza okazało się, że to zadanie potwornie trudne. Wspólnie z Olgą nad scenariuszem pracowałyśmy blisko dwa lata, powstało aż 15 jego wersji. Pomagał nam także jeden z moich czeskich kolegów – zasugerował ostatnie skróty. Bardzo chciałam pokazać w filmie subtelność i metafizyczność, którą Olga opisała w książce. Pewne postacie rozbudowaliśmy, a z pewnych zrezygnowaliśmy.


Podobno na planie filmowym uwidacznia się Pani złożona natura? Bywa pani łagodna, ale czasem Pani eksploduje...
AH: Reżyser to połączenie kaprala z poetą. Musi być naturalnym autorytetem dla całej ekipy, to dlatego uwidaczniają się u niego dwubiegunowe cechy charakteru. Owszem bywa, że manifestuję na planie swoje niezadowolenie, ale nie chciałabym wzbudzać lęku. Po prostu w trakcie zdjęć trzeba podejmować decyzje bardzo szybko. Jeśli tego się nie zrobi można przegrać jakość efektu finalnego. Czas płynie nieubłaganie. Każda stracona godzina to również koszty, muszę o tym pamiętać. Dla mnie jest ważne, aby na planie każdy dał z siebie wszystko. Wymagam pełnej koncentracji, wyobraźni, energii w działaniu i odpowiedzialności. Niektórych członków ekipy moje wymagania mogą paraliżować, zdarzyło mi się to w Polsce parę razy, za granicą raczej nie... Zupełnie inaczej pracuje się z aktorami. Aktor na planie musi się czuć bardzo bezpiecznie. Z nimi jest trochę jak z dziećmi - muszą czuć moją opiekę, miłość i akceptację. Wszystko po to, by dali z siebie więcej niż sami sądzą, że dać mogą. Trzeba pamiętać, że każdy aktor pracuje z wrażliwą materią jaką są uczucia. To sprawia, że sami aktorzy to ludzie bardzo wrażliwi. Właśnie dlatego muszą czuć, że przez cały czas na nich patrzę, że ich wspieram. Kiedy czują akceptację reżysera, mają większe poczucie wolności, odwagę prawdy.


Czy doświadczenie aktorskie np. z Przesłuchania przydaje się Pani w pracy?
AH: Ten film to bardzo dawne czasy. Jednak rzeczywiście takie doświadczenia bywają przydatne w pracy reżysera. Czasem na planie coś lub ktoś aktora blokuje, np. niewłaściwy rekwizyt, scenografia, złe ustawienie sytuacji, inny aktor. Wtedy przegrywam sobie te sytuacje w głowie i usuwam lub zmieniam to, co przeszkadza mu w grze.


Określa się Panią jako moralizatorkę, czy to prawda?
AH: Moralizatorka? Broń Boże. Jestem raczej moralistką. W moich filmach stawiam pytania o wymiarze etycznym i pozostawiam je do przemyślenia widzowi. Jednak Pokot różni się od moich dotychczasowych obrazów. Tym razem stawiamy raczej pytania natury antropologicznej, niż egzystencjonalnej. Główna bohaterka, Duszejko zastanawia się jak ma się zachować jednostka wobec prawa, które jest nieetyczne. Jest świadkiem okrucieństwa i przemocy. Na początku próbuje wszelkich legalnych rozwiązań. Zachowuje się jak praworządna obywatelka troszcząca się o dobro wspólnoty, jednak nie daje to efektu. Urzędnicy i policjanci zbywają ją także dlatego, że jest tylko schorowaną starszą panią. Nie traktują jej poważnie, dlatego sama postanawia rozwiązać zagadkę kryminalną. Ten film mógłby się także nazywać: To nie jest kraj dla starych kobiet m.in. z powodu ironicznego tonu, kojarzącego się z twórczością braci Coen.


W Pani filmie Ziemia Kłodzka stała się pełnoprawną postacią. Czy może ją Pani opisać?
AH: To wyszło od Olgi Tokarczuk. To ona mnie zainspirowała swoją książką, a później scenariuszem pokazując napięcia między tutejszymi ludźmi, pejzażem, historią. Przedstawiając te wszystkie warstwy, blizny, dramaty i całe piękno natury. Nie umiem w taki sposób opisać kotliny, po prostu Olgi nie da się przebić. Jednak wystarczy przeczytać jej książkę, aby zobaczyć ten magiczny świat. Jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć przyjechałam tu z całą ekipą i nasza „poszukiwaczka obiektów” Karolina Zielonka z pomocą pracowników Gminy Bystrzyca pokazała nam okolicę. Wszyscy okazali nam dużo czasu i serca. Karolina jest zakochana w Kotlinie Kłodzkiej i czasem była rozczarowana, że miejsca którymi ona się zachwyciła, jest nimi oczarowana, ja odrzucam. Jednak nie kierowałam się tylko pięknem pejzaży. Czasem widok wygląda inaczej w oku kamery. Żeby pokazać rzeczywistość muszę wszystko rozłożyć na elementy, tak jak w puzzlach, a potem z poszczególnych kawałków złożyć pełny obraz. Wybieram tylko to, co wydaje mi się pasować do całości obrazu. Kotlina Kłodzka to miejsce, które rządzi się własnymi prawami. Tu czas płynie inaczej, życie toczy się powoli i nie da się go przyspieszyć. Oczywiście próbowaliśmy przyśpieszyć akcję, jednak nic nam z tego nie wyszło. Zdecydowaliśmy się pokazać wszystkie pory roku i poddać się rytmowi natury. Film nie może jednak być za długi. Widza nie można znudzić, ale przekonać go, że życie tu płynie swoim wolnym trybem. To jest specyfika kotliny i nie warto tego zmieniać. Skończyliśmy już zdjęcia, teraz czeka nas proces montażu. Myślę, że jesienią film będzie gotowy, ale to producent zadecyduje kiedy odbędzie się premiera. Na pewno film będzie miał także swoją premierę tu, w Kotlinie Kłodzkiej.


A główna bohaterka, którą zagrała Agnieszka Mandat?
AH: Agnieszka pojawiła się w ostatniej chwili - zrezygnowała aktorka, która wcześniej rolę otrzymała. Jednak patrząc na efekty pracy Agnieszki myślę, że dobrze się stało. Ona po prostu stała się Duszejko i to w jednej chwili. Zresztą z Agnieszką wiąże się bardzo ciekawa historia. Jej debiut aktorski to była rola dziennikarki w moim filmowym debiucie: Aktorach prowincjonalnych. Dla tej roli Agnieszka nauczyła się jeździć na motorze. Jednak film był za długi, a jedynym bocznym wątkiem, który mogłam wyciąć, był romans Agnieszki z głównym bohaterem. I tak się stało, wycięłam wątek, choć Agnieszka dobrze zagrała swoją rolę. Domyślam się, że ciężko jej było pogodzić się z tym, że jej pracy nikt nie zobaczy. Rola w Pokocie to niejako rekompensata dla Agnieszki. Zresztą, gdy się spotkałyśmy ona z uśmiechem na ustach powiedziała mi: Teraz już mnie nie wytniesz


Panie Wiktorze, jak pojawił się Pan w filmie Agnieszki Holland?
WZ: Z Agnieszką Holland współpracuję po raz pierwszy. To reżyser światowego formatu, wielki autorytet, dlatego bardzo mnie ucieszyła wiadomość o tym, że wybrała właśnie mnie. Tym bardziej, że na wiadomość o roli czekałem aż pół roku – jak wielu moich kolegów uczestniczyłem w castingu i udało się. W filmie wcieliłem się w rolę Matogi, sąsiada głównej bohaterki Janiny Duszejko. Matoga towarzyszy Janinie, kiedy ta odkrywa kolejne zbrodnie. To postać dość tajemnicza o sensacyjnej przeszłości, którą los dość mocno doświadczył. Na zewnątrz szalenie ponura i nieprzystępna, a w środku ciepła i mądra. Do końca nie wiadomo, kim był wcześniej, dlatego wspólnie z Agnieszką próbujemy coś nieoczywistego zaznaczyć w jego postaci. Sam film jest czymś w rodzaju thrillera zmieszanego z baśnią. A wszystko to osadzone w twardych, współczesnych realiach Kotliny Kłodzkiej.


Jakie wrażenia ma Pan z planu?
WZ: Bardzo dobre. To fascynująca praca, mimo że tegoroczna zima, mróz, dużo śniegu i lodu, a do tego nocne, wyczerpujące zdjęcia dały się we znaki całej ekipie. Kotlina Kłodzka to dla mnie nowe, obce pejzaże. Jest piękna, ale nie moja, tu jestem jedynie gościem. Pochodzę z równin, a moje ulubione miejsce to Mazury. Dwa lata temu pierwszy raz zobaczyłem Alpy - brak przestrzeni, ściany dookoła. Może dlatego, że patrzyłem z dołu (śmiech). Góry sprawiają, że czuję się nieswojo. Na szczęście praca z Agnieszką Holland to bezpieczny marsz, ona doskonale wie co ma robić i z łatwością przekazuje to ekipie. Dzięki niej wszyscy są na swoim miejscu i wiedzą co robić. Jest też otwarta na pomysły i chętnie ich słucha – oczywiście nie każdy pomysł przyjmuje, ale poświęca aktorowi dużo uwagi. Agnieszka lubi aktorów myślących, poszukujących niuansów w postaci.


To już ostatnie zdjęcia. Czy będzie Pan czekał na premierę filmu z nieciepliwością?
WZ: Każdy z nas aktorów dostarcza tylko materiału do montażu, potem reżyser decyduje ile z jego pracy pozostanie w filmie. Wszyscy czekamy na efekt wspólnego wysiłku całej ekipy, czyli na premierę. To dla nas zawsze wielkie święto. A Agnieszka Holland potrafi robić świetne kino. Cieszę się, że chociaż długo czekałem, udało mi się z nią pracować. Może jeszcze kiedyś się uda.




Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy artykułów

24 czerwca 2021
Imieniny obchodzą:
Jan, Danuta, Janina

Dzisiejsze wydarzenia

Brak informacji

Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej