TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Przemysław Ziemacki



Kłodzczanin, dziennikarz, fotograf, z wykształcenia ekonomista. Studiując na wrocławskiej Akademii Ekonomicznej, niemal każdy weekend poświęcał na przyjazdy w rodzinne strony by uwieczniać w oryginalny sposób ich piękno. Parę lat po studiach zajął się fotografią zawodowo. Efektem tego są publikacje prac na łamach prestiżowego czasopisma National Geographic Polska.


Z Przemysławem Ziemackim rozmawia Maciej Schulz.


Od jak dawna fotografujesz?
Zaczęło się na studiach. W 2004 r. sięgnąłem po lustrzankę analogową i zacząłem robić zdjęcia na negatywach kolorowych oraz na slajdach. Z czasem przeszedłem na lustrzankę cyfrową. Po 4-5 latach obrałem kierunek fotografii, którą chcę się zajmować. Zależy mi przede wszystkim na fotografii przyrodniczej. Działam również jako fotoreporter, z racji współpracy z lokalnymi mediami. Ale chcę rozwijać się przede wszystkim w obszarze fotografii przyrodniczej. Interesują mnie zarówno krajobrazy, jak i zwierzęta oraz rośliny czy detale. Zależy mi przy tym bardziej na ujęciu artystycznym niż na dokumentacji. Chciałbym, aby ludzie patrząc na moje zdjęcia przyrodnicze, widzieli w nich obrazy, które chętnie powiesiliby w domu. Choć naturalnie to nie jedyny mój cel jako fotografa.


Twoje prace publikowane były na łamach National Geographic Polska.
Tak, dwukrotnie i jest to zdecydowanie mój największy sukces. W lutym 2014 r. opublikowane zostały zimowe fotografie Szczelińca Wielkiego z krótkim opisem. Powodem do zadowolenia jest dla mnie zwłaszcza druga publikacja, z 2016 roku, która dotyczy mojego długoterminowego projektu zdjęć nocnych. Projekt ten został wyróżniony przez amerykańską centralę National Geographic tytułem Best Edit, który oznacza najlepszy materiał spośród wszystkich wydań NG na świecie w danym miesiącu. Cieszę się, że wysiłek, który włożyłem w te prace, został doceniony na zewnątrz. Zdjęcia do tego projektu robiłem w Górach Stołowych, w krainie dębów rogalińskich, nad Renem, na Bornholmie i na polskim wybrzeżu Bałtyku.


Jak zaczęła się ta współpraca?
Od telefonu i rozmowy, czy mogę zaproponować takiemu czasopismu materiał. Redakcja była otwarta, więc później wszystko potoczyło się samo. Początkowo brałem pod uwagę, że temat może umrzeć, ale National odezwał się do mnie sam.


Jesteś samoukiem?
Nie skończyłem żadnej szkoły w tym kierunku. Na studiach wiele weekendów poświęciłem na przyjazdy z Wrocławia do Kłodzka, by korzystać z bliskości Parku Narodowego Gór Stołowych. Ten teren wpłynął bardzo na moją fotografię. Nie interesował mnie na przykład tak modny temat jak street photo.


Jesteś prezesem Kłodzkiego Klubu Fotograficznego. Opowiedz coś o tej organizacji.
Funkcję tę przekazał mi Bogusław Michnik, wieloletni dyrektor Kłodzkiego Ośrodka Kultury i legenda kłodzkiego środowiska artystyczno-kulturalnego. Jest on nadal kimś w rodzaju przewodnika naszego klubu, czuwającego nad częścią merytoryczną, podczas gdy ja skupiam się na sprawach organizacyjnych. Wróciliśmy do Kłodzka rok temu, przy dużym wsparciu obecnej dyrekcji KCKSiR. Jesteśmy klubem nieformalnym i główną formą potwierdzenia członkowstwa jest przychodzenie na spotkania. To w zasadzie klub dyskusyjny i nie trzeba nawet być fotografem, by brać udział w spotkaniach. Wystarczy interesować się fotografią jako dziedziną sztuki. Chociaż, co naturalne, taka osoba nie mogłaby brać udziału w wystawach, więc nie byłoby to pełne członkostwo.


Wspomniałeś o wystawach. Czy w tym roku można będzie zobaczyć Wasz dorobek?
Tak, dyrektor Marek Mazurkiewicz zaprosił nas na Dni Kłodzka (maj). Wówczas zaprezentujemy wystawę zbiorową. Poza tym latem startujemy z pilotażowym projektem wystaw indywidualnych. Na początek swoje prace ma przedstawić Julita Pyka, pochodząca z Długopola Górnego studentka Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu.


A jak prezentują się Twoje dokonania na tym polu?
Moja pierwsza wystawa miała miejsce w Ludwikowicach Kłodzkich i było to zanim dołączyłem do KKF. W Kłodzku za pierwszym razem pokazałem się wraz z moim nauczycielem, czyli Tomkiem Pućkowskim, na wystawie Krajobrazy w Galerii Sztuki pARTer. To był rok 2010 i w zasadzie moja pierwsza poważna wystawa, która miała miejsce w przestrzeni do tego dedykowanej. Poza tym uczestniczę w wystawach klubowych w Polsce i w Czechach, raz brałem udział w wystawie zbiorowej w Wielkiej Brytanii. Dwukrotnie zostałem wyróżniony w konkursach organizowanych przez Związek Polskich Fotografów Przyrody, do którego należę, na szczeblu ogólnokrajowym, a w zeszłym roku zdobyłem tytuł Fotografa Roku Okręgu Dolnośląskiego. Mam nadzieję, że to będzie schodek do tego, aby w przyszłości zdobyć nagrodę w konkursie międzynarodowym.




Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy historii

14 grudnia 2017
Imieniny obchodzą:
Alfred, Izydor, Jan

Dzisiejsze wydarzenia

  • Filmowe czwartki – Wszystko graDuszniki, Dworek Chopina, godz. 19.00, wstęp 5 zł.


Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej