TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Martin Schoenberg i Nathan Kraft



Martin pochodzi spod Gdańska, a Nathan urodził się w Sydney. Pierwszy z nich pracuje na rynku nieruchomości, a drugi to spec od IT. Poznali się Kanadzie. Obaj są miłośnikami architektury i zabytków. Wspólna pasja przywiodła ich kilka lat temu z dalekiej Kanady do Piszkowic koło Kłodzka, gdzie - z wielką dbałością o detale - przywracają dawny blask barokowemu pałacowi.


Z Martinem Schoenbergiem rozmawia Maciej Schulz.


Skąd pomysł na Piszkowice?
Po dłuższej karierze w branży nieruchomości w Kanadzie doszliśmy do wniosku, że potrzebne jest nam nowe wyzwanie. Wówczas Polska była dla nas bardzo interesującym kierunkiem. Nie było mnie w kraju ponad 20 lat, a to, co dostrzegłem po przyjeździe bardzo mnie zaintrygowało. Zmiany jakie tu zaszły były bardzo ciekawe. Ekonomia rozwijała się, ludzie wydawali się być bardzo nowocześni i europejscy, pozytywnie zaskakując mnie na każdym kroku. Nath interesuje się antykami i architekturą, postanowiliśmy więc poszukać ruin, którym można i warto przywrócić dawny blask. Do
Piszkowic trafiliśmy, jak to często bywa, przez przypadek. Miejsce bardzo nas zauroczyło – piękne widoki, mili sąsiedzi z Pałacu Kamieniec, z którymi szybko zaprzyjaźniliśmy się. Być może w podjęciu decyzji pomógł fakt, że przyjechaliśmy w czerwcu, a wówczas w Polanicy kwitły rododendrony. Znaleźliśmy dawny pałac w Piszkowicach i uznaliśmy, że ten obiekt ma potencjał. Niestety rzeczywistość nie jest aż tak sprzyjająca, jak nam się wydawało. W Polsce znajduje się wiele obiektów
podobnych do naszego, które warto wyremontować i tchnąć w nie na nowo życie. Niestety brakuje jakiejś zachęty ze strony władz.


Jaką funkcję pałac będzie pełnił po remoncie?
Z pewnością nie będzie to typowy dom, bo byłoby to zwyczajnie nieopłacalne. Już w latach 30. XX wieku ludzie pozbywali się tego typu obiektów, bo są drogie w utrzymaniu. Chcemy aby pałac zarabiał, choć - mamy tego świadomość - nie spodziewamy się przychodów, jakie generują duże hotele. Nie będzie to jednak typowy hotel. Chcemy aby ludzie czuli się tutaj swobodnie. Powołaliśmy do życia Fundację Pałac Piszkowice, która ma na celu utrzymanie tego obiektu i planowanie jego przyszłości. Chcemy też udostępnić pałac osobom z zewnątrz. W obiektach tego typu należy organizować koncerty, wystawy. Planujemy otworzyć tu coś na wzór agroturystyki. Pierwsze pięć pokoi chcemy oddać do użytku w czerwcu tego roku. Goście mają się tutaj czuć jak w domu – mieć dostęp do ogrodu, biblioteki. Remont będzie postępował nadal, aż do zimy. Zadanie nie jest łatwe, a im bliżej końca, tym trudniej. Inwestujemy w to wyłącznie nasze prywatne środki i czasami żartujemy, że miło by było otrzymać choćby skromną dotację, która będzie dowodem na to, że robimy coś znaczącego dla tego miejsca.


Dotarliście do zdjęć pałacu sprzed wojny. Czy obiekt restaurowany jest w taki sposób, aby odtworzyć jego wizerunek z dawnych lat?
Próbujemy przywrócić oryginalne wyposażenie pałacu i robimy co możemy, aby ocalić to, co jeszcze zostało z jego dawnej świetności. To, co uległo zniszczeniu - a trzeba powiedzieć, że budynek był w fatalny stanie - staramy się z pieczołowitością odtwarzać zgodnie ze sztuką konserwatorską. Układ wnętrz jest bardzo ciekawy i chcemy zachować go niemal w całości. Zmienimy jedynie detale, by poprawić komfort przyszłych gości.


A jaka jest historia tego obiektu? Czy dotarliście do dawnych właścicieli majątku?
Przed II wojną światową pałac, jak większość tego typu obiektów, należał do rodziny szlacheckiej. W tym przypadku do rodu von Haugwitz. Budynek pochodzi z 1772 r. i powstał na fundamentach średniowiecznego dworu obronnego. Przed wojną pracowało tu na stałe od 5 do 15 osób, począwszy od kucharek aż po ogrodników, bo teren całej posiadłości łącznie z parkiem liczył 5 ha powierzchni. Zaraz po wojnie mieścił się tutaj ośrodek wypoczynkowy zakładów azotowych, a potem pałac przejęła gmina i aż do 1997 r. mieściła się tutaj szkoła podstawowa. Przyjaźnimy się z Polsko-Niemieckim Towarzystwem Kulturalnym w Kłodzku, które opublikowało na stronie internetowej wywiad, po którym odezwał się potomek właścicieli pałacu (do 1937 r.), mieszkający obecnie w Szwajcarii. Chciał przyjechać i zobaczyć to miejsce. Udało nam się pozyskać również wiele przedwojennych zdjęć, ukazujących posiadłość. Dotarliśmy do wnuczki byłego właściciela pałacu, która w 1937 r. jeździła rowerem po pałacowym poddaszu. Odwiedziła nas, przyjeżdżając tu z Kalifornii, po równo 80 latach. Opowiedziała nam historię tego miejsca i okolicy.


A jak przyjęto Was w Piszkowicach?
Bardzo sympatycznie. Mieszka tutaj wiele ciekawych osób, zwłaszcza dawnych nauczycieli ze szkoły. Często do nas przychodzą. W zeszłym roku w świetlicy prowadziliśmy również lekcje języka angielskiego, na które uczęszczali mieszkańcy Piszkowic. Szkoda, że wielu z nich zabrakło wytrwałości. Ale wrócimy do tego tematu. Chcemy organizować lekcje w pałacu.


Zdążyliście już poznać Ziemię Kłodzką?
To piękny zakątek Polski, w pewnym sensie odizolowany od kraju górami. Przepiękne widoki, mili ludzie i wiele zabytków, w tym ruin. Warto jednak aby władze, zwłaszcza lokalne, dołożyły więcej starań by chronić regionalny krajobraz. Brakuje tutaj spójności wśród powstających domów, które rzadko kiedy nawiązują do architektury sudeckiej, a piękne widoki zasłaniane są przez tablice reklamowe. Może warto to uregulować?




Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy historii

16 lipca 2018
Imieniny obchodzą:
Eustachy, Maria, Benedykt, Marika, Benita, Mirella

Dzisiejsze wydarzenia

  • 4. Festiwal Góry Literatury. Nowa Ruda i okolice.


Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej