TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Pochodzi z Mongolii, ale od 5 lat mieszka w Polsce. Z zawodu jest fizjoterapeutką, a z zamiłowania wokalistką. Prowadzi gabinet masażu w Kłodzku, a śpiewa w chórze kościelnym u oo. Franciszkanów. Jesienią 2015 r. wspólnie z Agatą Bilińską i Magdaleną Topo



Pochodzi z Mongolii, ale od 5 lat mieszka w Polsce. Z zawodu jest fizjoterapeutką, a z zamiłowania
wokalistką. Prowadzi gabinet masażu w Kłodzku, a śpiewa w chórze kościelnym u oo. Franciszkanów.
Jesienią 2015 r. wspólnie z Agatą Bilińską i Magdaleną Topolanek rozpoczęły prace nad projektem muzycznym Jazz meets folk. Efektem współpracy jest cykl kłodzkich koncertów trzech artystek.


Z Buyanzayą Bavuu rozmawia Ewa Chalecka.


Z Mongolii na Ziemię Kłodzką… opowiedz o drodze, która Cię tu przywiodła.
Zawsze chciałam pracować w szpitalu, dlatego zdecydowałam się studiować fizykoterapię. Mój dziadek był szamanem, mama jest pielęgniarką – medycyna zawsze była ważna w naszej rodzinie. Po ukończeniu studiów rozpoczęłam pracę w szpitalu w Ułan Bator. Zawsze jednak marzyłam o podróżach i zastanawiałam się jak spełnić to marzenie. Któregoś dnia znalazłam ofertę pracy w Polsce. Nie znałam ani jednego słowa po polsku, jednak bardzo chciałam odwiedzić Europę. Moim wymarzonym miastem był Paryż – tam mieszka moja ciocia. Pomyślałam, że jeśli zacznę pracować w Polsce to uda mi się zobaczyć i to miasto. Zaryzykowałam i przyjechałam. Na początku nie było łatwo. Na szczęście znalazłam dobrych i przyjaznych ludzi, którzy mi pomogli. W Polsce udało mi się spełnić kilka moich marzeń. Oczywiście byłam już w Paryżu. Odwiedziłam też Austrię, Węgry, Belgię, Czechy i Niemcy. W ubiegłym roku, w Polsce, spotkałam Dalajlamę - jestem buddystką i spotkanie z nim było dla mnie wielkim przeżyciem.


Jakie są podobieństwa, a jakie różnice między naszymi krajami?
Urodziłam się w małej miejscowości, 1200 km od stolicy i mieszkałam tam do 15 roku życia. Ten region jest bardzo podobny do Ziemi Kłodzkiej. Zielony, górzysty – jedyną różnicą są jeziora. Także ludzie w Polsce są do nas podobni - życzliwi, serdeczni i gościnni - to dzięki temu nie tęsknię tak bardzo za domem. Oczywiście jest też wiele różnic. Klimat w Mongolii jest znacznie bardziej surowy – zimą temperatura spada do -40oC, a latem dochodzi do +30oC. Od dziecka mieszkałam w jurcie, nawet kiedy przenieśliśmy się z rodziną do stolicy tam również zamieszkaliśmy w jurcie. To mieszkanie bardzo zdrowe i ekologiczne – jurta uszyta jest ze skór zwierząt. Kiedy na chwilę zamieszkaliśmy w budynku, zawsze budziłam się z zatkanym nosem, w jurcie nigdy. Zresztą jurty odkryto również w Stanach i Europie. Takie mieszkania szyte na miarę zamawiają m.in. Szwedzi i Amerykanie. Powstają nawet małe osiedla złożone z jurt. Oczywiście różni nas religia i zwyczaje. Ja jestem buddystką, ale nie przeszkadza mi to w śpiewaniu w kłodzkim chórze kościelnym. Mongołowie są bardzo mocno związani z rodziną i przyrodą. W jurcie mieszkamy wszyscy razem: dziadkowie, rodzice i dzieci. Oczywiście wszyscy zawsze sobie pomagają. Dzielimy się też różnymi przedmiotami – wszystko jest wspólne. W małych miejscowościach największym dobrem są zwierzęta. Pieniądze nie są specjalnie potrzebne, cały majątek stanowi hodowla, wełna, skóry. To towar, którym się wymieniamy.
Wszystkie nasze święta i zwyczaje mają ścisły związek z naturą. Posługujemy się również dwoma kalendarzami – tym znanym w Europie i buddyjskim, tzw. księżycowym. Na początku roku obchodzimy Biały Miesiąc – to uroczyste oczekiwanie na wiosnę, początek wszystkiego. Oczywiście jest to czas na spotkania rodzinne i płynące z serca życzenia. Nasze święto narodowe również związane jest z naturą. Odbywa się w lipcu, trwa trzy dni i dedykowane jest mężczyznom, ponieważ to oni uczestniczą w odbywających się wtedy zawodach. Są to trzy konkurencje: wyścigi konne o dystansie 50 km, strzelanie z łuku i mongolskie zapasy. Panie mogą się oczywiście przyglądać. Podczas świąt dużo śpiewamy i biesiadujemy. Mamy kilka przysmaków, których bardzo mi w Polsce brakuje: suszony, bardzo twardy, biały ser oraz suszone mięso – kozie lub wołowe, które stanowi doskonałą przyprawę do zup - wystarczy zaledwie jedna łyżka. Mamy też narodowy napój – kumys, czyli sfermentowane mleko klaczy.


Jak spotkałaś Agatę Bilińską i skąd pomysł na wspólne śpiewanie?
Śpiewam od dziecka. Mam czworo rodzeństwa, wieczorami często występowaliśmy przed całą rodziną. Mongołowie wspólnie śpiewają, zarówno podczas wielkich uroczystości takich jak ślub, jak i podczas codziennych rodzinnych spotkań. Mamy tysiące pieśni – większość z nich mówi o koniach i miłości do matki. Z Agatą Bilińską poznała nas Magdalena Topolanek - góralka z pochodzenia. To dlatego nasz repertuar jest bardzo folkowy. Przed kłodzką publicznością występowałyśmy już dwukrotnie, a w czerwcu planujemy kolejny koncert.


A Twoje marzenia?
Chciałabym prowadzić zajęcia z jogi. Oczywiście znam i uprawiam jogę, ale nie jestem jeszcze instruktorem. Joga doskonale wpływa na kręgosłup, poza tym daje równowagę fizyczną, psychiczną i duchową. Taka równowaga potrzebna jest każdemu z nas.




Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy historii

24 września 2017
Imieniny obchodzą:
Gerard, Teodor, Tomira, Tomir, Rupert, Dora, Maryna

Dzisiejsze wydarzenia

  • Dolnośląski Festiwal Muzyczny – Koncert na cztery ręce (Zuzanna i Maciej Batorowie – organy). Krosnowice, kościół pw. św. Jakuba Apostoła, godz. 19.00, wstęp wolny.

  • 22. Festiwal Górski im. Andrzeja Zawady. Lądek.

  • Bieg 6 Szczytów. Międzygórze, godz. 9.00.

  • Święto ziemniaka. Kudowa, skansen w Pstrążnej, godz. 14.00.

  • Rozwiń listę




Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej