TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Artur Andrus



Dziennikarz, poeta, autor tekstów, artysta kabaretowy, konferansjer. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Warszawskim. W tym samym czasie współpracował z Rozgłośnią Harcerską i Radiem Rzeszów. W latach 1994-2017 związany z Programem III Polskiego Radia. Początkowo jako redaktor audycji Powtórka z Rozrywki, później prowadzący ją równolegle z Trójką pod Księżycem i Teraz śmieszniej. W latach 1998-99 publikował wiersze w kolumnie satyrycznej Życia Waszawy. Chętnie pisze teksty piosenek. Od 1997 roku, przez piętnaście lat, w każdy poniedziałek był gospodarzem spotkań w warszawskiej Piwnicy pod Harendą. Dziennikarz jest autorem m.in. dwóch książek, w których opublikował rozmowy z Marią Czubaszek. W 2010 r. otrzymał tytuł Mistrza Mowy Polskiej, a rok później Prezydent RP uhonorował go Złotym Krzyżem Zasługi. Od 2014 r. związany jest z Polanicą-Zdrój za sprawą Festiwalu im. Marii Czubaszek. Bardzo chętnie opowiada publiczności anegdoty z życia swojej przyjaciółki.


Z Arturem Andrusem rozmawia Ewa Chalecka.
fot. J. Oborski


Jak rozpoczęła się Pana przygoda ze słowem?
Pewnie jak u wszystkich, od jakiegoś „mama” albo „tata”. Ale nie wiem dokładnie dlaczego i w którym momencie mojego życia to „mama” albo „tata” zaczęło mnie śmieszyć. No może nie konkretnie te dwa
słowa, ale zaczęło. Zawsze lubiłem zabawę słowem, choć wiele w moim życiu wydarzyło się za sprawą przypadku. Na wydział dziennikarski trafiłem nie z pasji do języka tylko dlatego, że tam wcześniej były egzaminy. Zaryzykowałem, zdałem i studiowałem, jak się później okazało, z przyjemnością. Pracę rozpocząłem w radiu i to właśnie tam poznałem wielu fantastycznych ludzi m.in. Wojciecha Młynarskiego. Potem pojawiła się propozycja wystąpienia w roli konferansjera. Kiedy przygotowywałem się do roli prowadzącego powstał pierwszy wierszyk, potem piosenka. Z czasem zebrałem własny 40 minutowy materiał satyryczny. Mój pierwszy materiał powstał bez konkretnego planu, ale to jasne, że tak nie mogło być zawsze. Kiedy zauważyłem, że z tego będę żył, zacząłem się po prostu uczyć rzemiosła. Bo pisanie i występowanie to jest jakaś forma rzemiosła. Wpływ na to co i jak się pisze ma towarzystwo, którymi się otaczamy. Miałem ogromne szczęście, że otaczali mnie ludzie wyjątkowi: Wojciech Młynarski, Andrzej Poniedzielski, Stefania Grodzieńska i oczywiście Marysia Czubaszek. Słuchałem i uczyłem się. Jednak początki były niełatwe. Kiedy przedstawiłem pierwsze teksty Andrzejowi Zakrzewskiemu, mojemu późniejszemu szefowi w radiowej Trójce, odrzucił je. Uważał, że są słabe, ale mnie nie zniechęcił. Próbowałem dalej.
Historia Marysi była inna. Ona w ogóle się nie garnęła do pisania. Ale podobna ta historia jest w tym, że też spotkała w odpowiednim czasie odpowiednich ludzi. Na początku pisała dialogi dla radiowego kabareciku reklamowego. Sprawdziła się. Marysia szybko odnalazła się w środowisku artystów. Jerzy Dobrowolski, Anatol Potemkowski, Jacek Janczarski, Jonasz Kofta, Jeremi Przybora, Adam Kreczmar – to tylko niektóre nazwiska ze środowiska, w którym Maria przebywała. Przygarnęli ją satyrycy, ale poznała też wielu wspaniałych ludzi związanych ze światem teatru i oczywiście muzyki, a to za sprawą męża, Wojciecha Karolaka. To właśnie dlatego jej twórczość rozwijała się w wielu kierunkach – pisała nie tylko teksty dla aktorów, ale też teksty piosenek.


Bywał Pan częstym gościem u Marii Czubaszek.
Widywaliśmy się z różną częstotliwością. Najczęściej wtedy, kiedy jeździliśmy razem na jakieś festiwale, albo w czasie pisania książki. Marysia zawsze żyła tym co dzieje się tu i teraz. Wczoraj i jutro było dla niej bez znaczenia. Miała olbrzymie poczucie humoru, a także olbrzymi dystans do otaczającego świata i siebie. Zawsze szczerze mówiła to co myśli, bez względu na konsekwencje, nie grała, nie udawała. Nie miała natury skandalistki. Ale zdarzało się, że wykorzystywano jej szczerość i skandal się z tego robił. Nie zależało jej na popularności. Pamiętam jak zastanawiała się nad tym, kto zechce uczestniczyć w festiwalu jej imienia. Marysia nigdy też nie kryła, że pisanie to dla niej jedynie
zawód – sposób na zarabianie pieniędzy. Nie wracała do swoich tekstów, nie czytała ich z obawy, że będą się jej wydawać okropne. Nie doceniała swojej twórczości. Na szczęście jest wielu ludzi, którzy tę twórczość doceniają. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych, jednak Maria to właśnie dowód na to, że tacy ludzie istnieją. Była niezastąpiona i jej brak jest odczuwalny. Wojtek i Marysia byli niezwykłym małżeństwem. Jedna z najpiękniejszych miłości, jakie w życiu widziałem. To było małżeństwo totalne. W najlepszym znaczeniu tego słowa. Gdyby na świecie nie było nikogo oprócz nich, nie zauważyliby tego braku, wystarczyliby sobie. I nie zanudziliby się sobą. Łączyło ich poczucie humoru, zaufanie i czułość.. Często, na przykład podczas jazdy samochodem słyszałem jak do siebie dzwonili. Prowadzili takie codzienne, banalne rozmowy, ale czuło się w nich wielką czułość.


Co jest fenomenem Festiwalu Marii Czubaszek?
Polanica pozornie jest daleko. I to jej zaleta. Daleko od zgiełku, medialnego szumu. Jak się tutaj już dojedzie, to dokąd się spieszyć? Tu wszyscy automatycznie zwalniają tempo, spacerują. Nawet towarzyszący mi muzycy, kiedy przyjeżdżają do Polanicy zostawiają bagaże w pokoju i idą na spacer. Takie zachowania gdzie indziej im się nie zdarzają. Festiwal Marii Czubaszek także różni się od innych wydarzeń tego typu. Ten brak pośpiechu można wykorzystać na wspólne przebywanie, tworzenie atmosfery. Publiczność przyjeżdża do Polanicy, żeby się spotkać. Festiwal ma już swoich fanów, którzy przyjeżdżają tu specjalnie dla tego wydarzenia. Po koncertach artyści i festiwalowa publiczność mogą spotkać się w Villi Polanica – porozmawiać, spędzić więcej czasu w kameralnej atmosferze. Taki zabieg tworzy niepowtarzalny klimat wydarzenia. To spora zasługa pracowników Teatru Zdrojowego, pomysłodawcy festiwalu – Hirka Wrony oraz gospodarza Villi Polanica – Arka Stolarskiego. I oby jak najdłużej nam się udało wspominając Marysię donikąd nie spieszyć.




Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy historii

16 grudnia 2018
Imieniny obchodzą:
Albina, Zdzisława, Zdzisław, Alicja, Sebastian

Dzisiejsze wydarzenia

  • Jarmark Bożonarodzeniowy. Bystrzyca, MGOK, ul. Woj. Polskiego 20.

  • Wigilia duszniczan – gwiazda wieczoru Centrala 57Duszniki, Rynek, od godz. 14.00.


Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej