TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Japonia



Relacja Bartka Pogody (1976), fotografa i podróżnika pochodzącego z Kłodzka.

Kraj kwitnącej wiśni i robotów. Tradycja przemieszana z nowoczesnością. Nawet jeżeli wiele rzeczy jest tak bardzo podobnych do tego co widzimy w Europie czy w USA, to koniec końców nic tak naprawdę nie przypomina tu domu.

Gadające ubikacje, superszybkie pociągi, elektroniczne psy, mistrzostwa robotów w piłkę nożną, komórki trzeciej generacji, automaty sprzedające dosłownie wszystko. Pobyt w Japonii to wizyta na innej planecie.

AIBO – elektroniczny kundel

Pod tym skrótem kryje się „Artificial Intelligence Robot”. Właściwie roboty powinny czemuś służyć. Aibo tak naprawdę nie robi nic pożytecznego. Siedzi, chodzi, macha ogonem, mówi, uczy się nowych rzeczy. W 1999 roku Sony wypuściło 3000 elektronicznych piesków w Japonii. Sprzedały się w ciągu 20 minut, chociaż kosztowały po 250 000 jenów (10 000 złotych). Pewnego dnia znalazłem się w dzielnicy Ginza, w samym centrum Tokio. Nie omieszkałem odwiedzić budynku firmy Sony, gdzie przemiła pani z dumą zaprezentowała mi najnowszy model AIBO ERS-111. Gdy tylko piesek mnie zobaczył (dzięki optycznym sensorom w miejscu oczy) zaskomlał i zaczął się łasić. W boksie znalazłem piłkę i plastikową kość. AIBO potrafi również aportować.
Pomimo, że AIBO jest znacznie droższy od psa z krwi i kości, mnóstwo Japończyków wybrało tego pierwszego. Powstają specjalnie portale i gazety, które dostarczają informacji na temat właściwego wychowania AIBO. Nie wyobrażam sobie, aby cybernetyczne psy stały się popularne w Polsce, ale w Japonii, ze względu na drogie mieszkania i niewielką przestrzeń życiową, prawdziwy pies jest problemem – wszystkich psich wad pozbawiony jest AIBO.

Najnowsza generacja AIBO rozpoznaje ludzki głos, miewa humory, potrafi nauczyć się paru trików. Robi też zdjęcia. Gdy AIBO jest zły jego oczy stają się czerwone, kiedy jest szczęśliwy mienią się zielonym blaskiem.

Shinkansen – najszybszy pociąg na Ziemi

Łapiąc stopa z Hokkaido do Tokio, trafiłem na Japończyka, który nieźle mówił po angielsku. Droga mijała nam szybko na rozmowach o Japonii, Polsce i podróżowaniu po świecie. Niestety mój dobroczyńca nie jechał do samego Tokio – mieszkał w niewielkim mieście oddalonym o 250 km od celu mojej podróży. Nie chcąc pozostawić mnie na pastwę losu, tym bardziej że dopadła nas ulewa, zapytał czy kiedykolwiek jechałem shinkansenem. Odparłem, że nie mogę sobie pozwolić na tak kosztowną przyjemność. Ten zaoferował, że kupi mi bilet na pociąg – nie mogłem odmówić, bo obraziłbym go śmiertelnie. Parę chwil później siedziałem w pociągu-pocisku, mknącym z niesamowitą prędkością do Tokio. W godzinę znalazłem się w hotelu na Ueno.

Pierwszy Shinkansen łączący Tokio, Nagoję, Kioto i Osakę ruszył w 1964 roku. Mógł wtedy rozwijać prędkość 200 km/h. Druga generacja Shinkansen została wprowadzona w 1972 roku pomiędzy Osaką a Okayamą. Trzy lata później linię przedłużono do Hakaty a pociąg mógł już osiągać prędkość 220 km/h. W 1982 roku trakcje pokryły północną część kraju, z Tokio do Morioki, Nigaty, Nagano, Akity, Fukushimy i Takasaki. Pociągi to futurystyczne bestie, przypominające białe, obłe smoki. Najnowsze modele z serii 500 mają aerodynamiczne piętnastometrowe nosy, pomagające osiągnąć prędkość 300 km/h. Obecnie prawie cała Japonia znajduje się w zasięgu pociągów Shinkansen.


Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy historii

25 sierpnia 2019
Imieniny obchodzą:
Luiza, Ludwik, Józef, Patrycja, Bela

Dzisiejsze wydarzenia

Brak informacji

Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej