TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Boliwia cz. 1



Relacja Bartka Pogody (1976), fotografa i podróżnika pochodzącego z Kłodzka.

Zachód słońca nad Andami. Spoglądam przez okno wojskowego samolotu lecącego z Rurrenabaque. To tylko 45 minut lotu. Czuję jeszcze gorące i lepkie powietrze gęstych lasów boliwijskiej dżungli. Przywiozę je ze sobą w sam środek niebosiężnych Andów. W końcu La Paz. A konkretniej lotnisko boliwijskiej stolicy, leżące na wysokości ponad 4000 metrów nad poziomem morza. Ogromny płaskowyż otoczony białymi szczytami gór. Słońce zaszło. Bierzemy taxi. Zjeżdżamy w dół. Bienvenidos a La Paz - wita żarzący się neon. I nagle oślepia mnie wspaniały widok setek tysięcy świateł.

La Paz założone zostało 453 lata temu przez Alonzo de Mendozę - kolejnego żądnego złota, krwi i sławy konkwistadora. Miasto jest przeogromne. Niektóre dzieci naprawdę mają tu pod górkę do szkoły. Ulice pną się i opadają. Gdzie podział się tlen? Na tej wysokości jego niedostatek jest bardzo odczuwalny – szczególnie dla kogoś kto ostatni miesiąc spędził na nizinie.

Bez trudu trafiam na Mercado Negro - Czarny Market. Plecak z przodu - ponoć to chroni przed złodziejami, którzy nie próżnują w tej okolicy. Różności, od pasty do zębów po ananasa i sztuczną szczękę. Sprzedadzą ci wszystko, nawet córkę i siostrę, ale jak na razie zasypywany jestem propozycjami kupna podrobionych adidasów, kurtek, pamiątek, mydła i powidła. Rozłożyste kobiety w swych kapelusikach przechylonych na lewą czy prawą stronę. Nie odzywają się wcale i wciąż coś przeżuwają. Są podobne do siebie jak dwie krople wody. Czyżby ta sama taśma produkcyjna? Szukam tanich negatywów i slajdów. Bezskutecznie. Krążąc po okolicy trafiam w miejsce gdzie straszą duchy… La Hechiceria - zwana także Mercado de los Brujos, a w języku Ayamara - Laki Asana Catu, czyli Targ Czarownic. Dziwne i przerażające to miejsce. W samym centrum La Paz, przy ulicy Lineares. Można tu kupić najbardziej odjechane rzeczy. Największą popularnością cieszą się oczywiście martwe, zasuszone noworodki i płody lamy. Ludzie używają ich jako ofiary dla Pachamamy – Matki Ziemi. Zachodzę do jednego ze sklepów. Całkiem miła czarownica pozwala mi pstryknąć parę foteczek. Za skromna opłatą 5 boliviano - rzecz jasna. Demonstruje mi te wszystkie okropności. - To jest lama, a to kondor, to jaguar a to flaki kota - opowiada znużona. Potem próbuje sprzedać mi organy jakiegoś niewinnego zwierzaka w niewielkim słoiczku. Podziękował. Można się tu zaopatrzyć także w zioła, przyprawy, magiczne proszki, nasiona i płyny na porost i zanik włosów. Można też zamówić zły urok na sąsiada lub wyleczyć się z głupoty.

Dziś w Bolivian Times przeczytałem fascynujący artykuł, potwierdzający moje zdanie na temat mieszkańców tego kraju. Dwóch reporterów wyruszyło na ulice La Paz i udając turystów pytało o drogę. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie mapa, którą ze sobą taszczyli. Otóż chłopaki zaopatrzyli się w mapę Śródziemia i Mordoru z tolkienowskiego Władcy Pierścieni. Lapazianie wykazali się oczywiście dużą wiedzą i orientacją w terenie. Jak dotrzeć do Mordoru? Jak twierdził pewien student: Należy wziąć mikrobus w dół Prado, aż do hotelu Radisson, tam pytać o dalszą drogę. Zagadnięty taksówkarz rozpoznał na mapie Jezioro Tititaca. Każdy był skory do pomocy i wolał udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi niż żadnej. Dobrze, że nie było Boliwiczyków w arcydziele Tolkiena. Frodo na sto procent nie dotarłby do Góry Przeznaczenia.

Już od dawna wiem, że o drogę należy pytać w ostateczności. Ale czasem trzeba. Wtedy pytam różnych osób i po parę razy. Potem wyciągam średnią i mocno wierzę w to, że dotrę do celu. Kiedyś.


Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy historii

25 sierpnia 2019
Imieniny obchodzą:
Luiza, Ludwik, Józef, Patrycja, Bela

Dzisiejsze wydarzenia

Brak informacji

Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej