TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Mityczna Lizbona



Raj dla fotografa - miejsce na końcu i początku świata. Jeszcze dziś, jak pomyślę o Lizbonie, to przychodzą mi do głowy pierwsze dźwięki utworu „Guitarra” portugalskiej grupy Madredeus. W filmie Wendersa „Lisbon Story” główny bohater - dźwiękowiec filmowy - zaproszony do nagrywania odgłosów miasta, przerywa wieczorną pracę przy stole montażowym bo słyszy dochodzące gdzieś z daleka dźwięki. Podąża za nimi, aż trafia do sali prób. Przepiękna muzyka, niesamowity głos wokalistki Madredeusa. Magia. Ten film widziałem w latach dziewięćdziesiątych i nigdy nie przestałem myśleć o Lizbonie.


W drodze na koniec świata – na wyspę Flores na Azorach – zahaczyliśmy o Lizbonę. Pierwszy raz w życiu. Wrażenie tak wielkie, że zapomnieliśmy, jak robi się zdjęcia. Mordercze chodzenie z wózkiem z góry i na dół, tam i z powrotem nic nie dało. Zdjęć „nie wychodziliśmy sobie” – a może dwa pełne dni to za mało? Czasem miejsce „siądzie” – zdjęcia same się robią. W tym przypadku było znacznie trudniej. Może innym razem. Zamieszkaliśmy w dzielnicy Bairro Alto w prywatnym mieszkaniu, którego na dobrą sprawę mogliśmy nie opuszczać, tak niesamowity miało klimat - trochę japoński (sypialnia) i birmański (salon). Do tego patio z hamakami i widokiem na miasto.


Po pierwszym dniu chodzenia z wózkiem, wrzuciliśmy Leo do plecaka - łatwiej wchodzić i schodzić po wąskich brukowanych chodnikach, niezliczonych podejściach po stromych schodach i wąskich zakamarkach. Trzymaliśmy się naszej okolicy - wiedząc z góry, że i tak wszystkiego nie zobaczymy. No i oczywiście nasz syn miał inne zapatrywania na zwiedzanie. Ząbkowanie nie idzie w parze ze zwiedzaniem, czy przesiadywaniem w knajpkach stolicy Portugalii. Do tego 30 stopniowy upał (w październiku) - wieczorem wykończeni wracaliśmy do naszego mieszkania. Jako weganie wybieramy często na wyjazdach apartamenty z kuchnią. Portugalia jest raczej rybno-mięsna więc musieliśmy być zdani na samodzielne przygotowywanie posiłków dla nas i dziecka. Drugiego dnia chaos, ruch, turyści, samochody, tramwaje, upał jeszcze bardziej dały się nam we znaki. Złapaliśmy taxi i pojechaliśmy do dzielnicy EXPO. Tam czekało nas ukojenie. Wielkie oceanarium, pełne egzotycznych ryb, rekinów, płaszczek, żółwi - świetne miejsce aby przyjść z dzieckiem i uciec od zgiełku miasta. Wyluzowani wróciliśmy do naszej dzielnicy, aby do wieczora chodzić i robić zdjęcia.


www.bartpogoda.net




Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy historii

25 sierpnia 2019
Imieniny obchodzą:
Luiza, Ludwik, Józef, Patrycja, Bela

Dzisiejsze wydarzenia

Brak informacji

Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej