TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Lanzarote cz. I



Lanzarote to jedna z najciekawszych wysp na jakich byłem. Jestem wielkim fanem jeżdżenia na wyspy i podróżowania po nich samochodem. Fakt, że zawsze granicą jest morze albo ocean, daje ograniczenie i zarazem powoduje, że wciąż wraca się do tych samych miejsc ale w innym świetle, o innej porze dnia czy też podczas różnych warunków atmosferycznych. Inaczej fotografuje się wulkaniczną scenerię Lanzarote podczas wschodu słońca, a inaczej we mgle i deszczu. Podczas dwóch tygodni spędzonych na wyspie nie skusiliśmy się na łatwą przeprawę na Fuerteventurę, która jest oddalona o zaledwie 25 minut promem od Lanzarote.


Każdego dnia odkrywaliśmy kolejne tajemnicze miejscówki, zaliczaliśmy też miejsca, które trzeba było zobaczyć. Gdybym miał stworzyć listę pięciu ulubionych miejsc na wyspie zacząłbym chyba od okolicy Mirador del Rio.


Jednego dnia dojechaliśmy tam o magicznej godzinie tuż przed zachodem słońca. Połączenie architektury, widoku, światła i leżącej gdzieś w dole wyspy Graciosa w całej swojej okazałości, to genialna kompozycja. To miejsce bardzo mocno kojarzy mi się z dziwnymi filmami z lat 70-tych. Spokojnie mogłaby się tu rozgrywać akcja jednego z Bondów.


Mirador del Rio zostało stworzone w lawie w skale wiszącej nad oceanem przez lokalnego (i znanego teraz na całym świecie) artystę Cesara Manrique. O samym artyście napiszę jeszcze za miesiąc.


W Mirador del Rio warto uciec z głównej drogi i skręcić w jedną z dróg, które prowadzą „donikąd”. A i tak gdzieś nimi dojedziemy - urwaliśmy się z trasy do naszego hotelu i skręciliśmy w stronę obserwatorium astronomicznego. Okolica tonęła w bardzo gęstej mgle i raczej nie wiedzieliśmy dokąd jedziemy. Nasz synek spał dość mocno, a dźwięk silnika jadącego mini samochodu z wypożyczalni usypiał go maksymalnie. Musieliśmy „wyjeździć” się bo nie chcieliśmy go jeszcze budzić. I tym samym zawędrowaliśmy na kolejny niesamowity punkt widokowy. Z mgły wynurzył się budynek małego kościoła Ermita de las Nieves a potem wyszło słońce. Prawdopodobnie nigdy byśmy tu nie skręcili, a tak nasze oczy karmiły się niesamowitym widokiem na zatokę Penedo ze słynną mekką surferów Caleta de Famara.


Bart Pogoda


www.bartpogoda.net




Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy historii

25 sierpnia 2019
Imieniny obchodzą:
Luiza, Ludwik, Józef, Patrycja, Bela

Dzisiejsze wydarzenia

Brak informacji

Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej