TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Pustynia Atakama, cz. I



Z Santiago, stolicy Chile do San Pedro de Atacama wiedzie wąska droga zwana Pan-Americaną. Kupuję bilet i wsiadam do autobusu, w którym będzie mi dane spędzić prawie 24 godziny. Monotonny krajobraz za oknem. Asfalt, senne miasteczka, pustynia. O 4 rano po raz pierwszy w życiu widzę Ocean Spokojny. Oświetlony księżycowym światłem, granatowo-szary, integruje się z ciemnym nocnym niebem. Pustynia. Atakama. Jakże inna niż Sahara w Maroko. Ponoć są tu miejsca gdzie deszczu nie widziano od lat. Ta piaszczysto-kamienista pustynia rozciąga się na terytorium północnego Chile, między Kordylierą Nadbrzeżną i Kordylierą Zachodnią. Mam zamiar przejechać z San Pedro do Uyuni, które znajduje się już w Boliwii. San Pedro to mała wioska położona na środku pustyni. Prawdopodobnie mieszkańcy utrzymują się jedynie z turystyki. Życie toczy się wcześnie rano lub wieczorem. W trakcie dnia miesz-kańców i przyjezdnych ogarnia błogi spokój. Uciekam przed słońcem, chowam się po zacienionych knajpkach zbudowanych z gliny, piachu, suszonej na słońcu cegły. Po całym dniu spędzonym na odpoczynku, chłodzeniu się piwem, czytaniu książek i pisaniu, posta-nawiam wybrać się do Valle de la Luna (Dolina Księżyca).


Sól, piasek, wciskający się wszędzie, szczególnie w oczy, moje i aparatów.Eduardo - nasz przewodnik - spokojnie wyjaśnia, jak powstały te niesamowite formy skalne. Na sam zachód słońca jak mrówki, wszystkie ludziska mozolnie wspinają się na olbrzymią stumetrową wydmę, będącą czymś w rodzaju pomostu pomiędzy dwoma czerwonymi wzgórzami. Widoki iście księżycowe, czy też marsjańskie. Błękit nieba przechodzi w biel ośnieżonych szczytów wulkanów. Wzrok schodzi niżej, brązy, pomarańcze, czerwień. Wszystko przyprószone cieniutką warstewką soli. Potem szalony bieg w dół. W tumanach piachu, bez trzymanki, na łeb, na szyję. Wracamy w nocy. Lecz na drugi dzień, właściwie parę godzin później muszę wstać o 3.30 rano. Budzi mnie przewodnik Eduardo. Zbiera całą nieprzytomną ekipę i ruszamy. Na zewnątrz ciemność. Staram się zasnąć w rozklekotanym japońskim minibusie.


bartpogoda.net




Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy historii

25 sierpnia 2019
Imieniny obchodzą:
Luiza, Ludwik, Józef, Patrycja, Bela

Dzisiejsze wydarzenia

Brak informacji

Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej