TA STRONA WYKORZYSTUJE PLIKI COOKIE zgodnie z ustawieniami Twojej przeglądarki.
Więcej informacji o celu ich wykorzystania i możliwości zmiany ustawień cookie znajdziesz w naszej Polityce prywatności.
Nie pokazuj więcej tego komunikatu
Ludzie z naszych stron - Stanisław Kudełko



Miłośnik motoryzacji i sztuki. Pochodzi z Chełma Lubelskiego. Przed niespełna dwudziestu laty między Dusznikami a Szczytną założył warsztat samochodowy, w którym oprócz zwyczajnych aut rekonstruuje historyczne samochody uznanych na świecie marek.


Ze Stanisławem Kudełko rozmawia Maciej Schulz.


M.S.: Od czego zaczęła się Pańska przygoda z samochodami?
S.K.: Wszystko zaczęło się w dzieciństwie, kiedy jak każdy chłopiec marzyłem o kierowaniu autem. Samochodów było wówczas mało, widziałem je przede wszystkim w gazetach i w telewizji. Moje pierwsze spotkanie ze starymi samochodami zawdzięczam naszym sąsiadom, do których przedwojennym Oplem Kapitanem przyjeżdżała rodzina z Wrocławia. Stara taksówka po tak długiej drodze często wymagała remontów, w których chętnie pomagałem. Pierwsze jazdy samochodem zaliczyłem podczas nauki w technikum kolejowym w Lublinie. Była to duża szkoła, więc posiadała własne auto - Warszawę, na którym zdawaliśmy prawo jazdy. Kiedy zdałem egzamin otrzymałem kierownicę, która kiedyś zamontowana była w szkolnej Warszawie. Dumny i szczęśliwy przyniosłem ją do domu. Mimo, że moja mama nie wierzyła w moje marzenia o posiadaniu auta, ja nie traciłem wiary. Jak widać losy poukładały się tak, że dziś samochody są moim chlebem powszednim. Wszystko zaczęło się od tzw. „składaków”, które modne były w Polsce na początku lat 90-tych ubiegłego wieku. Przez około 10 lat przywoziłem je z Niemiec. Ich rozbieranie i składanie było doskonałą nauką o samochodach.


M.S.: A miłość do starych samochodów? Czy to pochodna wspomnień z dzieciństwa?
S.K.: Myślę, że wywodzi się ona z mojej fascynacji sztuką. Będąc dzieckiem, jako ministrant miałem styczność ze sztuką sakralną. Jako młody chłopiec zbierałem stare monety, interesujące przedmioty znajdujące się na strychach domów, a ucząc się w technikum kolejowym chodziłem na otwarte wykłady z historii sztuki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Wrażliwość na piękno z czasem przelałem na samochody i połączyłem dwie pasje w jedną.


M.S.: Do Pańskiego warsztatu trafiają auta z państw będących motoryzacyjnymi potęgami jak Niemcy czy Włochy. W jaki sposób zagraniczni klienci odnajdują Pański warsztat?
S.K.: Ktoś powiedział, że prowincja nie jest pojęciem geograficznym, ale czymś co tkwi w nas. Kiedy rozpoczynałem swoją działalność znajdowałem na szrotach w Niemczech stare, zardzewiałe auta, których często nie znałem. Zacząłem czytać na ich temat. Rozmawiałem z ich właścicielami - opowiadali mi historie pojazdów, których nikt nie był w stanie naprawić. Zacząłem zastanawiać się nad tym by ratować te auta. Kiedy odwoziłem wyremontowane pojazdy do ich zagranicznych właścicieli, urzędnicy firm spedycyjnych pytali kto je odnawiał. Dzięki poczcie pantoflowej dowiadywali się o mnie znajomi celników – lekarze, prawnicy itd. Z czasem trafiły do mnie coraz starsze i bardziej skomplikowane modele. Kiedy otwierałem działalność gospodarczą we wniosku napisałem „naprawa samochodów, rekonstrukcje starych samochodów i budowa kabrioletów”. Wtedy nikt nie wierzył, że będę się tym naprawdę zajmował.


M.S.: W jakim stanie trafiają do Pana te samochody?
S.K.: Czasami przyjeżdżają w workach lub kartonach. Często są to auta złożone z innych i zdarza się, że ich właściciele nie wiedzą co mają. Muszę więc robić inwentaryzację – fotografuję każdą część i każdy kolejny etap prac. To co dostałem porównuję z literaturą. Później przygotowujemy stanowiska, na których rozkładamy i układamy auta. Zaczyna się od podwozia. To bardzo skomplikowana i czasochłonna praca.


M.S.: Zatem jest to ręczna robota.
S.K.: Tak. Starzy mistrzowie mieli dużo mniejsze możliwości techniczne niż my mamy dzisiaj. Starałem się dotrzeć do ich technik, zatem wszystko robimy ręcznie przy użyciu prostych narzędzi. Musiałem też nauczyć się jak gnie się drewno w wodzie, ponieważ stary Mercedes 170 V z 1937 r., którego rekonstruowałem miał szkielet wykonany z drewna.


M.S.: A jakie najciekawsze auto wyjechało z Pańskiego warsztatu?
S.K.: Każde auto jest dla mnie jak dziecko, które chciałbym jak najlepiej wychować. Te auta mają duszę. Czasami naprawiam samochód przez 5 lat. Przez tak długi czas można się z nim związać. Remontowałem auta takich marek jak Fiat, Porsche, Triumph, MG, BMW, Peugeot, Opel Manta, Jaguar, Lamborghini, Alfa Romeo, Lancia, Ferrari, Volkswagen. Ale do najciekawszych modeli z pewnością należał Fiat Topolino B Sport, który w 1948 roku startował na słynnym torze Le Mans.




Podziel się tym co czytasz:

Blip Flaker Twitter Facebook Nasza klasa


< Powrót do listy artykułów

25 kwietnia 2019
Imieniny obchodzą:
Marek, Jarosław

Dzisiejsze wydarzenia

Brak informacji

Punkt informacji
Panorama Ziemi Kłodzkiej